Ksenia Shaushyshvili zachwyciła publiczność
Dla niedowiarków może ta niezwykła artystka być żywym dowodem na istnienie reinkarnacji! Była raz Edith Piaf, za chwilę przeistaczała się w Dalidę by na końcu zachwycać niczym Céline Dion podczas zakończenia igrzysk olimpijskich w Paryżu. Ksenia Shaushyshvili! Dla wyjątkowo licznie zgromadzonej w Skrzynkach publiczności koncert „Écho de Paris”, był nie tylko retrospekcją ikonicznych piosenek francuskich, ale także okazją do wtopienia się w klimat paryskich uliczek Bellevill, gdzie zaczynała karierę Edith Piaf. Do posmakowania blichtru słynnej paryskiej Olimpii, w której występowała Dalida i spaceru po Les Champs-Élysées wraz z Joe Dassin. Ten ostatni wielki przebój stał też okazją do wspaniałej zabawy i wspólnego śpiewania przetłumaczonego na polski refrenu.
Nic jednak nie poruszało widowni tak bardzo jak wielkie hity Edith Piaf. „La vie en rose” „Non, je ne regrette rien”, „Milord” „Padam, padam…” Ksenia śpiewa je tak, jakby przeistaczała się w legendarną francuską piosenkarkę: z tym samym pięknym wibrującym „R”, ze wszystkimi melizmatami, które były siłą Piaf i przede wszystkim z potężnym głosem ukrytym w filigranowej sylwetce. Ksenia Shaushyshvili jest bowiem absolwentką Wydziału Wokalno-Aktorskiego Akademii Muzycznej im. I. J. Paderewskiego w Poznaniu. Jest klasycznie wykształconą sopranistką, która francuskimi piosenkami zafascynowała się jako nastolatka. Jak sama wspomina stało się to trochę przypadkiem…
Zresztą śpiewać zaczęła stosunkowo późno, dopiero w szkole średniej i wtedy jej nauczycielka języka zaproponowała, aby zaśpiewała „Padam, padam…” na konkursie piosenki francuskiej. Konkurs wygrała i to nie jeden, a ta piosenka – jak dziś się śmieje ”była, jak palec wskazujący od samej Edith – masz to robić dla mojej pamięci!… ”. Ksenia świetnie mówi po polsku, choć z pochodzenia jest pół Gruzinką i pół Białorusinką, a teraz z wyboru od wielu lat jest Poznanianką! W Dworze Skrzynki artystka wystąpiła w towarzystwie Jacka Skowrońskiego na fortepianie i Andrija Melnyka na akordeonie, którzy wspaniale tworzyli prawdziwie francuski klimat dla jej wokalu.
Gorąca owacja na stojąco była tylko wstępem do wielokrotnych bisów i piosenki Tbilisi, którą śpiewała kiedyś Sława Przybylska, a która była pięknym przypomnieniem o gruzińskich korzeniach Ksenii. Artystka w towarzystwie swoich muzyków jeszcze długo i chętnie rozmawiała z publicznością, pozując także do wielu zdjęć. A jak zapowiada Jan Babczyszyn, dyrektor Instytutu Skrzynki nie było to pierwsze i ostatnie spotkanie z tą niezwykłą wokalistką – w planach jest kolejny – tym razem już letni, plenerowy – koncert piosenek francuskich. Nous attendons un grand spectacle! W Skrzynkach będzie się dużo działo nie tylko w sezonie letnim dlatego warto śledzić strony www.instytutskrzynki.pl i www.dworskrzynki.pl
Przygotował: Instytut Skrzynki